23.7.10

Józef.

Smutna myśl,
Przyszła,
Po latach minionych,
Zdałem sobię sprawę,
że słowem się do mnie nie odezwiesz,
że na mnie nie spojrzysz nawet.

Powiedziałeś już wszystko,
Napatrzyłeś się.

Wchodzę po schodach,
Porażony nową świadomością,
Nieodżałowaną stratą,
Mam obolałe stopy,
Chwieję się na własnych nogach,
Majaczę niejasno.

Chaos szpecze mi niesmaczne myśli,
Tynk i brud pod paznokciami brzęczy.

Słyszałem o Tobie,
Może byłeś ostatnim sprawiedliwym,
Ostatnim nawróconym,
Tak doskonałym w swych niedoskonałościach,
Wobec ludzi, świata i systemów.

Jesteś mgłą, którą widziałem niegdyś,
Wczesnym porankiem mojego mrocznego życia.

Chciałbym żebyś Coś powiedział,
Możesz wykrzyczeć,
w twarz choćby.

Coż mam uczynić na tym moim rozdrożu?
Czuje, że jesteś podobnym,
Emocjonalnym i charakterologicznym tworem,
Choć od dawna nieobecnym.
A mi przypadła w spadku po Tobie,
cząstka twego mentalnego dziedzictwa,
Tak misterna i tajemnicza,
Chwilami okrutna i bolesna,
lecz najcenniejsza.

Ciebie po prostu już nie ma,
Nawet nie wiem kiedy się to stało ,
bo od południa mam oczy otwarte
i powiedziano mi tylko, że byłeś,
Przypominam sobie jedynie tę poranną mgłę,
jak kawałek układanki.

Szturchnij mnie, gdybym zasnął lub w złą stronę patrzył.