31.12.09

Czerwona Sciereczka.

Roziskrzyło się widzicie?
Czerwonym wrzątkiem spłynęła podłoga,
W mym domu nie ma już świateł,
Świecznik na podłodze, roztłuczone żarówki,
stóp penetracja ogniście dokładna, dodaje kolorytu mozaice,
Zostawiasz za sobą drogę krwawą, każdy ruch monitorowany.
Brzoza zaokienna ugina się pod ciężarem trwającej śmierci,
Ktoś ważny w mękach chwyta ostatni haust wiosennego powietrza,
Oczy mu wierzchem wychodzą, nie mogą się nadziwić,
że to się dzieje właśnie teraz,
Odpłynął w nieznane, porwany z nurtem rzeki,
wbrew własnej woli.
W mym ogrodzie nie ma już świateł,
Martwe płatki róż porozrzucane niedbale,
Kolec za kolcem przeszywa mą duszę,
Wszystko zaklęte w lodowatą skorupę,
Kruki i sępy dojadają resztki organów.
Niewidzialność przepowszechnie panująca.
W sypialni dostrzegłam jedno niewyraźne światło,
Ja jestem krwawą wisienką na torcie,
z wolna orientuję się, iż byłam,
Wciąż czuję w myśli tę przedchwilową, wymuszaną słodycz pomiędzy udami,
Nie widzę obok mnie światła, lecz wiem, ze jest.
Przenikliwie świetlisty zew wyjściowego kroku, dopiero zaraz nastąpi.
Nagi, o brzasku obmywa rytualnie ze skazy swe dłonie,
Ja ułożona w miłosnej pozie, czekam na pierwszy krok.
Leżę na dywanie i stygnę, a on zaraz obok mnie,
Stoi i jakby się uśmiecha widząc dzieło stworzone z największym kunsztem.
Drugie dzieło, drugi zniszczony świat, drugi pozornie wolny duch.
Oglądam od wewnątrz serce swoje, było brudne i skażone,
On serca dawno już się wyzbył, roztrwonił każdą komórkę,
aby zastąpić je rozpaloną do czerwoności kulą ołowiu,
która ciążyła zawieszona na jego mózgu, wbrew woli musiałam zdjąć ten ciężar.
Przyjęłam krwawy naszyjnik, niespodzianka - ręczna robota.
W naszym świecie nie było już świateł,
z brzozy resztki powyjadały sępy.
Zatruta byłam naiwnością i chwilą upodlonej, banalnej rozkoszy.
Demon się zbudził, nadchodzi w ciemnej nieświadomości
by mnie zabrać,
w inny wymiar?
Boję się, więc biegnę w przeciwnym kierunku,
to za wolno, to za wolno,
pochwycił mnie cień,
naiwnie wmawiam sobie, że to jeszcze nie może być koniec.
Nie będzie już złotych lat i życiowych szans.

30.12.09

"Schemantyczność".

Sunie przestworem tak szara ta masa,
Twarze w szyje chowane podnoszą z niechęcią,
Rzucani i wykleci przebrzmiałą pamięcią,
Nie widzą jak pętlą zabija ta trasa,
I każdy w kolorze wyróżnić się każe,
Lecz wszyscy jednacy w tym samym wymiarze.
Wzrokiem się mierzą w niemocy, niesile,
Chcąc dotrzeć na szczyty i dotknąć motyle.

W wyścigu tym wielkim ścierają się srogo,
Gryzoń za gryzoniem leci zbyt blisko podłogi,
Nie Ikary, a wyobraźnia to puste odłogi,
Przeogromne puchacze fruwają gdzie błogo,
W mniemaniu ichniejszym tak małym, tak dennym,
Pojęcia nie maja o tym pięknym dniu jesiennym,
Zaszczycił nas w progach tak skromnych i niskich,
Przyjdzie noc to weźmie po części ze wszystkich.

Wtedy jeden kwiatem czy trawą innym drzewem będzie,
Wszyscy inni acz ci sami jak na padole minionym,
W szeregu każdy równym i jednakim do praw stworzonym,
A teraz tym co młodzik siewca posadzi na grzędzie.
Czym są owe odwieczne worki poskładanych kości?
Dlaczego przestrzeń ich myśli wolności nie gości?
Jak chciałbym te istnienia sowicie odmienić,
By każdy śmiertelny potrafił sam siebie docenić.

29.12.09

Zmiennosc.

Plonie horyzont,
Niebem przewalaja sie podmokle obloki,
Piaskowa burza,
Niweczy jakikolwiek ruch,
Ziarnko za ziarnkiem tnie kazdy ciala fragment,
kazdy fragment duszy, wszystko.

Rozmiekam w dziesiejszosci,
aby byc twardszym kolejnego dnia,
tak w nieustannej wisielczej petli.

Rozmarzylem sie w wietrze,
przyszedl do mnie niespodzianie dnia pewnego,
mowilem to nie tak, to nie tak,
Jestem krwiakiem, ktory sie wchlania.
Jestem odpadajacym strupem na twojej wardze.

Uwazaj czlowieku mam przytwierdzony do serca ladunek,
tutaj niedaleko nas bedzie Hiroszima, bedzie Nagasaki,
bedzie jak powiem,
no niech juz sie staje, slowo w czyn, slowo w czyn.

Podnosze do niebios spartanska tarcze, jedna reka,
miecz jest w zupelnosci zbedny, po co mord, po co krew?
i bez tego jest ostro, bez tego moge byc w kawalkach,
bez tego moge ciac na kawalki mozgi i pomniejsze swiadomosci,
wczoraj jej, jutro jego, a dzisiaj mam wolne.

Jesli sie nie podniose,
doczolgam sie do wyjscia, wyturlam sie,
w koronie nieprzegranego,
zapamietany na wieki jako ten ktory probowal.

27.12.09

a i z kobietami.

Z wieloma ludzmi rozmawiam,

Z kobietami rozmawiam tez,

Z roznymi ludzmi rozmawiam,

Z kobietami tez rozmawiam,

-

-

Z tymi na codzien,

Co na desce chleb i wode przekladaja,

daja daja zastrzyk emocji codziennej,

rozpoznaja, spostrzegaja, myja, wybielaja,

najsprawiedliwsze, najmozniejsze, najczystsze,

wykalibrowane wprost idealnie,

jaki piekny dzieci zestaw, jaki piekny maz czy wujek,

a ta pani tam za rogiem ksiedzu sie spowiada,

a ta pani tuz przy szosie cos jakiemus panu dala,

cztery kilogramy cukru potknela sie i rozsypala,

cztery wielkie sterty smieci w mozgu swym przefiltrowala,

i co?

nie kwapie sie na odpowiedzi,

-

-

z wieloma ludzmi rozmawiam,

z kobietami rozmawiam tez,

z roznymi ludzmi rozmawiam,

z kobietami tez rozmawiam,

-

-

na bulwar wczoraj wpadlem ja jasny grom z pustego nieba,

zdziwily sie te wszystkie zakneblowane, skrecone, zasznurowane,

starsze panie, wszeszczace, trzesace,

tu jest strach, jak kazda ma pistolet tlumiony z korkiem w lufie,

poczatki konca sie widuje, turalja sie bulwarem,

prosze pani prosze powiedziec tu do mikrofonu, czerwone ma pani,

ja pani dam delfinka, orke uwolnie,

a one stoja tak we dwie, trzy, miliard,

glowa mnie boli, lekomania apap caly kontener, czuje sie lepiej,

wczoraj bralam tylko siedziemdzisiat,

dzisiaj siedzemdziesiat siedem,

w lustrze, wyglada tak samo, przeciera hustka martwe usta,

opuszczona cere ponawia do zycia, nastawiamy radioodbiorniki na niebosklon,

wylaczamy scisniete mozgi, co to bylo przed wojna i po, a pomarancze na swieta,

roznokolorowe antenki przy kapeluszniczkach, pozdrowienia od szatana.

Prosze ja to jest jakis gang kosmiczny, vellocet na kolana.

Nie dbam i niech gasna sobie raz po razie, bo ile moze trwac zycie jednej zapalki?

Smoka sie robi i nic sie nie dzieje, ale to wiem, zawsze wiedzialem.

-

-

z wieloma ludzmi rozmawiam,

z kobietami rozmawiam tez,

z roznymi ludzmi rozmawiam,

z kobietami tez rozmawiam,

-

-

bieglem rynkiem i nawet sie spostrzeglem,

one nie biegly, swiecily,

pozna noc, noc glosna, szumna,

i nawet erotyzm namietny powiesil ktos na calorocznej choince,

tracisz czas, podchodzisz blizej,

zasadzniczo witasz, zasadzniczo mam na imie dzisiaj Roman,

tym milej poznac,

tym milej odejsc,

wiedzialem, ze pierwsze slowa niewypowiedziane,

moglby byc ostatnimi,

skrecilem w prawo, nie zdzierze, nie zdzierze, co mi panie odpierdalaja,

korelacje, spadam w dol,

korealcja, niech to szlag z salomonem,

tak miales kurwa racje krolewiczu,

tleniona skorupka to najwyzszy znak podlej kobiecej jakosci,

chcesz sprobowac jak smakuje, sie nie utop w szambie nicosci,

zamowilem koniak, wodke, rum,

bylo pieknie, zobaczylem zmiksowany sufit, krew do glowy, krew od glowy na dol,

straszne to bylo, ze az takie mile, zawirowalo,

moje panie ja was znam, ja was znam.

Reset,

od jutra sie nie znamy, jeszcze tylko wypije za krotkie spodniczki.

-

-

z wieloma ludzmi rozmawiam,

z kobietami rozmawiam tez,

z roznymi ludzmi rozmawiam,

z kobietami tez rozmawiam,

-

-

U jednej takiej bylem rozmazanym obrazem zza szkielka,

podejsc blizej musialem, podejsc i zaswiecic, wartkim swiatlem,

nic nie odpowiedziala, tylko czerwona byla, czy cie tak juz rozpalilem?

nie, nie, nie sadze,

bylem juz kiedys z taka jedna, bylo o czym pomowic, bylo o czym pomyslec,

zawsze chcialem cos zrobic, ale ona, ona nie, ona pozniej, ona glowa mnei boli,

ta kobieta, widuje sie takie, na okladkach lektur,

z lektura w dloni,

U tej jednej siedze sobie, miala piekny, miala piekny.. golf w kolorze plesni zielonej,

za duzo to dla mnie bylo, za duzo myslosexu, za duzo myslowrazen,

ten jeden wieczor, nie moglem sobie wyobrazic dalej, a ona ciagle z usmiechem i do mnie,

mowila wiele ta kobieta, chcialem nawet kiedys cos z nia, ale ona jakby z oddali,

jakby mowila "prosze pana, prosze pana mnie tak na prawde tutaj nie ma, ja jestem z ksiazki,

ja jestem z tej lektury co ja w rece zwylam trzymac",

powiedzialem w porzadku, rozumiem, slowo w czyn chcialem jednak przerodzic, moze to jakas granica,

nie sadzilem, ze przyszlo mi z ze sciana tak radosnie konwersowac, bo to chyba ta granica byla,

spotykalem podobne na przerwach w uniwersytetach, na akademiach, w innych dziwnych konstelacjach popularno-naukowych,

mialem na mieszkaniu lustro, spojrzalem, a tam popierdol desperat.

-

-

z wieloma ludzmi rozmawiam,

z kobietami rozmawiam tez,

z roznymi ludzmi rozmawiam,

z kobietami tez rozmawiam,

-

-

Patrzylem przez lornetke z okna apartamentowca, apartamentowca,

stala sama, puder, szminka - krwiscie, soczyscie,

skoczylem oknem i pofrunalem do niej, pofrunalem,

to byla pani, mowi odejdz, mowi zejdz mi z drogi,

pytam, nadzwyczaj uprzejmie albo nie juz nie mam ochoty pytac,

wez sobie stara kurwo nie przywlaszczaj chodnika,

a ona, ona na milicje, klaniam, gracja, wdziek,

mundurowy pan slucha bajki o wampirach, o mojej strasznej chorobie,

jak to krew tej pani spijam,

jak to doprowadzam ja do wrzenia,

radosc serca, radosc duszy,

teraz ja mam cos do powiedzenia,

panie milicjancie, ja nigdy, ja ta pania chcialem na oranzande zaprosic,

na oranzade chcialem ja zaprosic jak w poradniku uwodzenia napisali,

panie milicjancie nie po twarzy, nie potwarzy, nie w krocze,

nigdy bym nie pomyslal, ze pani milicjantka moze tak meska byc,

gdyby nie okolicznosc, zaprosilbym ja na eskapade, po miescie i moim domu,

zamknalbym w klatce te czysta, brutalna perwersje,

zawinal bym zielone liscie w papierku kawaleczku, pani do mlynka,

i posypalbym mielonym z wierzchu,

kuchenka gazowa, odpalam zawory, zaraz lecimy, mam bilet na ksiezyc,

jeszcze kilka mil swietlnych dalej,

budze sie, zimna woda na twarzy, pani milicjantka,

ciasne, szare pomieszczenie, nie bedziemy sie dzisiaj kochac,

choc gra wstepna z kajdankami, nie bedziemy sie dzisiaj kochac,

dzisiaj zaplace za nocleg, a od jutra mam wykupione panstwowe wczasy,

mocna byla, za mocna,

od wtedy wiem, zeby brac przed zamiary sily.

-

-

z wieloma ludzmi rozmawiam,

z kobietami rozmawiam tez,

z roznymi ludzmi rozmawiam,

z kobietami tez rozmawiam i nic.

15.12.09

Na poczatek.

Czarny sen. Jestes zamkniety w pudelku. Widzisz zupelne nic.
To sie zdarza, zwlaszcza jesli ktos jest uwazany za zmarlego i zostaje pochowany.
Nikt nie wierzy w przypadki smierci klinicznej, odczekuje sie tradycyjne trzy dni i do ziemii. Czasami nie dadza ci nawet tych smeisznych trzech dni. To jak w tym dowcipie o gorniku, ktory po smierci ma trzy dni urlopu, a pozniej znow do roboty. Ja nie bylem gornikiem, a w obecnej sytuacji rowniez nim nie jestem. Wiem, ze musze sie spieszyc z wymyslaniem planu ucieczki, bo powietrza w pudle mam na jakieś 5minut. Przy dobrych ukladach 5minut, jesli, rzeczywiscie bylem martwy te 3dni. Wszystko na to wskazuje, widze troche gorzej, w zasadzie nic nie widze, ale czuje nieostrosc wzroku. Konczyny mam nieco zdrewniale i ta nieznosna suchosc w gardle, oddalbym zdretwiala lewa dlon za buteleczke wody. Pierwsza mysl, uderzam, uderzam, uderzam. Wieko mojego sarkofagu nawet nie raczylo drgnac. Jeden zero dla drewnianej skrzynki. W zasadzie nie wiem o czym czlowiek mysli zdajac sobie sprawe ze znalezienia sie na takim ostrzu noza i perspektywa prawdziwej smierci. Troche powietrza na marnacje, zakrzycze, a moze dopiero co wlozyli mnie do ziemii. Zero reakcji z zewantrz. Zatem rodzinka wesolo lub smutno (w zaleznosci kto jak byl do mnie przywiazany) popija kawki, herbatki i stypowej wodeczki.

c.d.kiedys n.