1.4.11

Balans serca.

Mniej lub wiecej, w życiu sporo rzeczy sprowadza się do świadomości własnego serca, do jego podstawowych funkcji i do zbalansowania ich.

Serce musi pompować krew i kochać.
Dobrze by było gdyby nie przemęczać go w tym pierwszym.

31.3.11

Nic o marzeniach.

Przesadny romantyzm i idealizm - całe życie można czegoś oczekiwać, mieć wizję, która jest wyimaginowaną idyllą zamkniętą za drzwiami z tabliczką "później" lub "kiedyś". Życie wówczas sprowadza się do czekania, a z czasem czekanie zamienia się w pokrętny rodzaj stagnacji suto zakrapianej goryczą.
A ja dziś mówię - własne szczęście trzeba budować na każdym kamieniu, który wpadnie w ręce, bo te wszystkie dni pozostałe nam na tym świecie - są ostatnimi i jedynymi.
Fajnie kiedyś by było wspominać je chociaż dobrze.

16.3.11

Armata.

Wieczorowa pora, bo ta jest najlepsza,
Czlowiek stal pod dachem, jakims prowizorycznym,
Obok stajakow na rowery, przy ktorchy rowerow nie bylo,
To byla jego pora na wieczornego papierosa,
Wieczorna pora, z wieczornym kubkiem kawy zodrobina mleka,
Zwykle nie dodawal mleka,
Tego wieczoru tak tylko troche, tak dla smaku,
Palil tego papierosa i pil ta kawe z odrobina mleka,
Myslac do siebie, ze da rade,
Ze wszystko jest do poukladania,
Choc czul, ze zupelnie wypadl z orbity zycia,
Normalnego zycia,
Jak stare drzwi, ktore nie trzymaja sie w zawiasach,
Jak wybity nadgarstek, po upadku na podstepnym lodzie,
Palil papierosa, pil kawe,
Sluchal jak jego pluca ciezko pracuja,
Jak niewolniczo pracuja,
Jak cos kaze im przyjmowac kolejna dawke tlenu z nikotyna,
Zaledwie trzydziesci mzoe czterdziesci krokow dalej,
Raczej trzydziesci, dla kogos o dlugich nogach,
Trzydziesci krokow dalej rozpadal sie czyjs swiat,
Bo ona krzyczala w obcym jezyku, ze nie chce juz z nim byc,
On stal tylko, mamrotal cos bezradnie,
Z rekoma rozlozonymi jak ksiadz podczas niedzielnej mszy,
Ona machnela reka i odeszla,
Coz mogl zrobic innego ten On
Jak spuscic glowe i sie schowac,
Tak sie zawsze robi w takich sytuacjach, chowa sie,
Akurat mial chyba pranie w pralni,
Bo niektorzy lubia prac swoje rzeczy noca,
Akurat mial to pranie w pralni,
Byla owa pralnia obok miejsca zdarzenia,
Zatem wszedl do tej pralni jak do sali tortur,
Czy miejsca gdzie kare smierci sie wykonuje,
Moze tam znajdzie jakies oczyszczenie? mozna tak pomyslec,
Czlowiek pod dachem konczyl wlasnie papierosa,
Byl przekonany o tym, ze na pewno da rade, choc nie widac wyjscia,
Wszystko co go teraz spotyka to chyba niewiele.. i tak nie ma jak sprawdzic,
Raczej wszystko mozna wymodelowac,
Skleic jak w czasach dziecinstwa, model lodzi podwodnej,
Czy jakikolwiek inny model, samolotu lub samochodu,
To byly dobre czasy,
Kiedy sklejanie sprowadzalo sie do takich banalow,
Banalow, bo za wiele sie nie mysli, nie filozofuje,
Problemy natury filozoficznej to jak ten papieros,
Przynosi pewna radosc i przyjemnosc, ale zatruwa powoli,
Tak i tutaj, umysl wypelnia coraz wiecej pytan,
Z biegiem lat coraz wiecej,
Co rok kolejny, kolejny kamien do plecaka,
Kolejna cegla do muru, bedacego coraz wyzszym i wyzszym,
Na tyle wyzszym, iz w przeszlosci niewiele znaczyl,
Potrzeba bylo jedynie mlotek,
Wziasc mlotek do reki i mur zburzyc,
Teraz jednak potrzeba najwidoczniej armaty,
Skad tu w dzisiejszych czasach,
W dzisiejszej zakrzywionej, zapedzonej rzeczywistosci,
Wziasc armate?

15.3.11

Majestatem.

To juz rok ponad, jak nic sie nie dzieje,
Taka sytuacja nocna pora, wiosenna pora,
Pokoik, lampka na scianie,
Chlopak siedzi i mysli,
Mysle, ze o kobiecie,
Ktorej to juz dawno nie widzial
i ktorej jeszcze dlugo nie zobaczy,
Moze nigdy nie zobaczy,
Zupelnie mu to niepotrzebne, zeby ogladac, zeby zoabczyc,
Cos pisze, cos mruczy do siebie z przekasem,
Czy to slowa wyrzutow czy dobrego humoru,
Zupelnie mu to niepotrzbne, zeby wiedziec,
Co mowi, bo sam do siebie mowi i w koncu nikt nie slucha,
Na biurku.. stoi, stary aparat fotograficzny,
Z przeswietlona klisza, bo ponoc bylo dzis..
Zbyt slonecznie,
Tak, zbyt slonecznie,
Nawet przez te tanie, czarne okulary z filtrem,
Cos.. niecos.. sie przebijalo,
Troche otepiony byl tym sloncem,
Cieszyl sie, bo przeciez deszcz nie padal,
Nie zeby byl z cukru, ale kto lubi moknac,
Kto lubi jak mu w starych, dziurawych butach,
Cos.. niecos.. chlapie.
Chlopak siedzi w tym pokoiku,
Rozleniwiony, ani mysli zeby zaslonic okna,
Zdaje sie, ze nikt go nie widzi,
ale zakladajac ze byloby inaczej,
To niech sobie patrza,
Jak on siedzi, mysli i mruczy cos do siebie,
Serce mu kolacze od nikotyny, ale tego nikt nie dostrzeze,
Ze od nikotyny.. predzej powiedzianoby, ze to przez kobiete, o ktorej mysli, a ktorej dawno juz nie widzial i pewnie dlugo jeszcze nie zobaczy.
Kobiety.. dobre, zle albo suki,
Ta kobieta, ktora to mysli mu zajmowala,
To byla zdecydowana, zacna suka,
Jedna z niewielu tych najgorszych gatunkowo,
Ale z wyzszej polki w sklepie miesnym.
Gdyby taka byla ze zwyklego sklepu, ze spozywka,
To chyba na polce z sola by stala,
Bo smak nadaje,
Ale jak przypadkiem w oko wpadnie..
To przepierdolone.
Chlopak nie mial juz nastu lat,
To tez nosi ze soba pewien bagaz doswiadczen,
Troche dobrych, wiecej gorszych,
Od tego to wypuklenie na odcinku szyjnym, od ciezaru.
Jak ktos by z zewnatrz patrzyl na ten pokoik, przez okno,
Nie poczulby wszystkeigo, bo jakze tak zza okna zapach nikotyny i dzwiek muzyczki delikatne poslyszec.
Fizyczna niemozliwosc, kazda gruba ksiazka tak mowi, tak wlasnie jest tam napisane.
Chlopak, no mozna mu mowic per mezczyzna,
Otwiera jakas mala, zapomniana szuflade pod lozkiem,
No i tam negatywy jakies, kolorowe, czarno-biale,
Duzo i przeroznej masci,
Lezy tam takie plaskie,
Lezy i patrzy,
Fotografia z..
Ta kobieta z tych mysli,
Mezczyzna bierze do reki, w rece bierze to zdjecie, te odbitke.
I tak mowi "naswietlilem cie suko na tym papierku, to teraz podre ten papierek plaski, tak jak charakter twoj, ktory rowniez plaskim jest, ten twoj charakter suczy, podre i w kiblu spuszcze".
Wymyslil, znalazl, podarl, spuscil, okno zaslonil, swiatlo nawet zgasil i spac mogl spokojnie, z nieczystym, zaropialym sumieniem, ale z poczuciem takiego wewnetrznego, meskiego.. no spokoju i nareszcie mruczec nic nie trzeba bylo. Z.. no spokojem, przeszedl do nocnego swiata za powiekami. Wszsytko do czasu, az znow to slonce ostre wzejdzie.. wzejdzie i naswietlac zacznie, tym swoim calym, bezdyskusyjnym majestatem.

21.2.11

Motyle.

Lot z kwiatka na kwiatek,
Gdzie nektar słodki się sączy,
Lśni łąka pełna myśli, zagadek,
Motyl gdzieś pomiędzy nimi krąży.

Obserwuję bacznie, z sercem w piersi ujętym,
Nie można motyli za skrzydła chwytać,
Gdyż motyl w delikatność stworzeniem zaklętym,
Z niemocy aż łzy pod powiekami zaczęły mi zgrzytać...

Jak wiec się zbliżyć? Czy można tak w postaci człowieka?
Motyl z pewnością nie na takie towarzystwo czeka.
Po dłuższej chwili samotnego myślenia odkryłem!
Trzeba być kwiatem lub drugim motylem.

11.2.11

...

Dziś
jak co rano
wzeszło słońce

ale dla Nas już nie świeci.

1.2.11

Dowody.

Lubię,
kiedy spoglądasz w lustro
widzisz siebie sama.

Lubię,
kiedy patrzysz w okno
wyglądasz kogoś z dala.

Lubię,
kiedy siedzisz samotnie
myślisz o czymś ciepło.

Lubię...

kiedy deszcz pada
liczyć na policzku krople.

Ja płynę w tych strugach,
Choć jestem daleko,
Rozpalony szaleńczą gorączką,
Ty jesteś moją rzeką.