To juz rok ponad, jak nic sie nie dzieje,
Taka sytuacja nocna pora, wiosenna pora,
Pokoik, lampka na scianie,
Chlopak siedzi i mysli,
Mysle, ze o kobiecie,
Ktorej to juz dawno nie widzial
i ktorej jeszcze dlugo nie zobaczy,
Moze nigdy nie zobaczy,
Zupelnie mu to niepotrzebne, zeby ogladac, zeby zoabczyc,
Cos pisze, cos mruczy do siebie z przekasem,
Czy to slowa wyrzutow czy dobrego humoru,
Zupelnie mu to niepotrzbne, zeby wiedziec,
Co mowi, bo sam do siebie mowi i w koncu nikt nie slucha,
Na biurku.. stoi, stary aparat fotograficzny,
Z przeswietlona klisza, bo ponoc bylo dzis..
Zbyt slonecznie,
Tak, zbyt slonecznie,
Nawet przez te tanie, czarne okulary z filtrem,
Cos.. niecos.. sie przebijalo,
Troche otepiony byl tym sloncem,
Cieszyl sie, bo przeciez deszcz nie padal,
Nie zeby byl z cukru, ale kto lubi moknac,
Kto lubi jak mu w starych, dziurawych butach,
Cos.. niecos.. chlapie.
Chlopak siedzi w tym pokoiku,
Rozleniwiony, ani mysli zeby zaslonic okna,
Zdaje sie, ze nikt go nie widzi,
ale zakladajac ze byloby inaczej,
To niech sobie patrza,
Jak on siedzi, mysli i mruczy cos do siebie,
Serce mu kolacze od nikotyny, ale tego nikt nie dostrzeze,
Ze od nikotyny.. predzej powiedzianoby, ze to przez kobiete, o ktorej mysli, a ktorej dawno juz nie widzial i pewnie dlugo jeszcze nie zobaczy.
Kobiety.. dobre, zle albo suki,
Ta kobieta, ktora to mysli mu zajmowala,
To byla zdecydowana, zacna suka,
Jedna z niewielu tych najgorszych gatunkowo,
Ale z wyzszej polki w sklepie miesnym.
Gdyby taka byla ze zwyklego sklepu, ze spozywka,
To chyba na polce z sola by stala,
Bo smak nadaje,
Ale jak przypadkiem w oko wpadnie..
To przepierdolone.
Chlopak nie mial juz nastu lat,
To tez nosi ze soba pewien bagaz doswiadczen,
Troche dobrych, wiecej gorszych,
Od tego to wypuklenie na odcinku szyjnym, od ciezaru.
Jak ktos by z zewnatrz patrzyl na ten pokoik, przez okno,
Nie poczulby wszystkeigo, bo jakze tak zza okna zapach nikotyny i dzwiek muzyczki delikatne poslyszec.
Fizyczna niemozliwosc, kazda gruba ksiazka tak mowi, tak wlasnie jest tam napisane.
Chlopak, no mozna mu mowic per mezczyzna,
Otwiera jakas mala, zapomniana szuflade pod lozkiem,
No i tam negatywy jakies, kolorowe, czarno-biale,
Duzo i przeroznej masci,
Lezy tam takie plaskie,
Lezy i patrzy,
Fotografia z..
Ta kobieta z tych mysli,
Mezczyzna bierze do reki, w rece bierze to zdjecie, te odbitke.
I tak mowi "naswietlilem cie suko na tym papierku, to teraz podre ten papierek plaski, tak jak charakter twoj, ktory rowniez plaskim jest, ten twoj charakter suczy, podre i w kiblu spuszcze".
Wymyslil, znalazl, podarl, spuscil, okno zaslonil, swiatlo nawet zgasil i spac mogl spokojnie, z nieczystym, zaropialym sumieniem, ale z poczuciem takiego wewnetrznego, meskiego.. no spokoju i nareszcie mruczec nic nie trzeba bylo. Z.. no spokojem, przeszedl do nocnego swiata za powiekami. Wszsytko do czasu, az znow to slonce ostre wzejdzie.. wzejdzie i naswietlac zacznie, tym swoim calym, bezdyskusyjnym majestatem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz