12.8.10

Postawanie.

Przysiadając,
na piasku wilgotnym,
przy muzyce,
z fal szumu,
opleciony mgłą zachwytu.

Wystrzelone z horyzontu,
postawione pod słońcem,
wzgórze misterne.

Myśl kiełkuje,
o zdobyczy,
o zdobywcy,
zachwyt i przejmujące piękno,
epatujące z wzgórza.

Bez butów i bez krokow.

Ujmuje zdradliwie,
bo strome i cierniem pokryte,
ścianami skalnymi usłane,
cieżkie i kąsające,
dla ręki, która chce je pochwycić.

Tyś też zdradliwy,
sam sobie,
bo wzrok posiadłość jedyna,
a chęc długowieczna i znaczna,
jak szczurzy żywot pośród wieków.

Myśl w bezruchu,
nieokreślona żałość człowiecza,
ze strachem i zastojem,
zręcznie zmieszana.

1.8.10

Zwierciadło wklęsłe jako wehikuł czasu.

Gładka skóra,
Płonące serce
Pokora pogrzebana.

Chcę,
Negatywu dzisiejszości,
Ściętych głów głupców,
Pożaru rewolucji.

Jestem tylko cyfrą w ciągu,
Marnym więźniem algorytmu życia

Ignorancko spoglądam w góre,
Złośliwie zamykam oczy,
Patrząc przed siebie.

Tymczasem płomienie zgasną,
Wraz z pierwszymi kiereszami,
Na Twarzy i duchu.
Zapominimy
o transparentach i krzyku.
Podobno.

Może być nawet,
że przybity do ziemii człowiek
psem pawłowa będzie.

Chcę, chciałbym być anomalią
Lub po prostu literą.