My ludzie,
Nie jesteśmy prawdziwymi ludzmi,
Jesteśmy strzępami.
Podkładamy sobie pod nogi pinezki kolorowe,
Jak rozkosznie krwawią nasze nieskazitelne stopy.
Pragnienia to widma
prawdziwości i uciechy,
ku uciesze ziemskich wielkoludów.
Chęci to senna mara,
zatopiona w woskowej świecy,
skracana z każdą sekundą płomienia.
Bezczynność i spleen,
to tarcza, to sens, to życie.
Automatyzacja wstecznoumysłowa,
bezkarnie rozkrada to co
logiczne, zastanawiające.
Niebotyczność i wyjatkowość,
rozdawane jak pasiaki w obozach.
Wszyscy super.
Błędni rycerze biegną do życia spełnionego,
w pustej materii zataczającej życiowe koło.
Nie dość że ślepcy to bez białych lasek,
Nie dość że na wózkach to pod górke,
Nie dość że pijani to nad przepaścią.
Tutaj jestem,
z boku,
w mojej błoniastej próżni,
frustracji, rozgoryczenia i zgrozy.
Zatrważajżcego przymusu oglądania
spełnianej z każdą mijającą sekundą apokalipsy.
Ja - bezsilny nunatak.
Wy - śnieg i lodowe pokrywy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

lajkuję to!
OdpowiedzUsuń