Coż za szczęście, dziś przyszło zbawienie,
Zbawiciel odwiedza mnie w dziesiętny dzień miesiąca,
Daje mi chleb, daje wodę,
Ciało daje nawet,
Tak wielu zbawicieli spotykam na każdym kroku,
Miłosierna aura każe mi brać,
Po nieprzespanej nocy, w zimnym mieszkaniu,
Cieżką ręką pokąsaną przez węże, oddaje z nawiązką,
Kochani zbawiciele,
Ubóstwiam tą ich władzę nad światem szarym,
Te pomoce, te podarki,
Dom, automobil, wesele, podróż, operacja,
Byłbym nikim,
Żyję ponad siebie, dzięki wam zbawiciele!
Jestem nadsoba!
Pojdę kiedyś za was na krzyż,
Zbawiciele,
Ja was zbawiam,
Zbawiam was z każdym miesiącem,
Zbawiam każdym podpisanym papierkiem,
Zbawiam was swoim dobrobytem,
Zbawiam moją ciężką pracą,
Niech się wypełni wola,
Przejście na czaszkowe wzgórze,
Z najcięższą belką na ramieniu,
Okrwawionym, zbiczowanym,
Macie się dobrze, patrzycie mi prosto w oczy,
Teraz się śmiejecie z mego niepomyślunku,
Zabieracie dobrobyty,
Uśmiech z twarzy,
Wysyłacie mnie na katorgę czerwoną jak mak,
Nie dacie mi na zawsze odejść,
Już elegancki legionista do przybijania daje znak
A na wielopiętrowym, przeszklonym krzyżu
Zamiast INRI,
Napis bank.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz