Z głazem w żołądku,
Rozmazanym widokiem przed oczyma,
W starej sosnowej szafie schowawszy,
Wszystkie zimowe troski,
Spoglada na setki razy niedopierany prochowiec,
W błotnistej kłauży wytaplany,
W uściskach słonecznych płomieni,
Nawet w dni najniepogodniejsze.
Nóż i widelec,
Kołdra i poduszka,
Drzewo i gałąź,
Takie szczęśliwe.
Rozpreżenie zmysłów,
Wizjonerska wieża spalona,
w nienaturalnych słowach,
Jak na tamtejszą przeszłóść.
Na rozstaju prastarych dróg,
Cierpienia lub zapomnienia.
Kontempluję lustrzane odbicie i pustą przestrzeń.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz