Jak bardzo,
Jak bardzo żałuję,
wszystkich słów niewypowiedzianych,
Jak bardzo się cieszę,
ze wszystkich uśmiechów wymienionych,
Jak bardzo tesknię do chwili,
tej ze szczytu i tej z dna.
Zamykam drzwi pokoju przeszłości,
Stoje na podwórzu,
Na wyjeździe,
Spoglądam tylko niepewnie,
w stronę nadchodzących ludzi,
w stronę nowych budynków,
w stronę uczuć nieprzeżytych,
Przez szybę ze szkła matowego,
Widze miliony dróg,
Wydeptanych ludzką stopą,
Zarośniętych chwastem niepewnym.
Przysiadam i rozmyslam,
Nad nowym wyborem,
Nad strachem,
Nad bolem serca i umyslu.
Nad zerwanymi nitkami,
ze złota, czerni i bieli.
Ocieram spocone oczy,
Musiały to wszystko oglądać,
Tak bardzo zmęczone,
A przecież przed nimi,
Bez chwili wytchnienia,
Wielka podróz po gęstwinie.
Zabiorę je ze sobą gdziekolwiek się udam,
Zabiorę ze sobą mój kufer - stary i wytarty,
Wciąż nie zapełniony,
Tyle czystych szuflad,
Tyle skrytek najtajniejszych.
To nie moje łzy, to rosa,
Bo jutro juz się zbudziło i płacze,
Płacze, bo niepewne i nieznane,
Ale w swej rozpaczy,
żądne okrutnie każdego momentu.
Momentu jakim ja jestem i Ci za mną.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

czemu mi się czasem wydaję, że prostota jest zbyt banalna?
OdpowiedzUsuń