miękkie ściany
sztywne klamki
białe fartuchy
strzykawki, pigułki
wesoło i samotnie
światłość kilkuwatowej żarówki
śmierć w samotności
bywa codziennością
nie mam sznurka
nie mam szkła
o chlebie i wodzie
w jasnym więzieniu
własnego ja
nie pomagam
sam sobie
kiedyś pragnąłem zmieniać świat
wytarły mi się tryby w zębatkach
przepaliły bezpieczniki
naprostowano mi kilka zwojów
cóż kiedy tak po prawdzie
tylko
ciemność i ślepe uliczki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

a ja nie rzucę palenia, rzucę oddychanie.
OdpowiedzUsuń